Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reżyseria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reżyseria. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 grudnia 2011

Uczymy się od najlepszych - Edukacyjne DVD cz.2

Przygotujmy sobie notatnik, ołówek, nakarmmy kota żeby nie przeszkadzał, ustawiamy fotel w wygodnej pozycji, sprawdzamy pilota czy działa i... do boju.

Jaki film wybrać? Moim zdaniem taki, który już dobrze znamy i możemy łatwo przejść od bycia "zwykłym" widzem do roli analityka. Zakładam, że pewne podstawy języka filmowego są nam znane - dobrze wiedzieć czego szukamy.

Oglądać film "w celach naukowych" można na różne sposoby: np. jeśli interesują nas techniki narracyjne, budowanie fabuły czy postaci wtedy oglądamy całość. Możemy też skupić się na pojedynczych scenach i analizować montaż i stronę plastyczną. Nasza broń to pilot i przycisk Pauza.

W dobrych filmach niemal nic nie jest przypadkowe choć czasem pewne rozwiązania są skutkiem okoliczności. Np. Jagiełło w scenie bitewnej był filmowany tak a nie inaczej bo trzeba było ukryć fakt, że siedzi na drewnianym koźle (prawdziwy koń nie chciał współpracować) etc. Szukajmy znaczeń podanych nie wprost: doszukujmy się rekwizytów, które co prawda nie "wystrzeliły w ostatnim akcie" to jednak coś wnoszą do portretu postaci czy podkreślają ładunek emocjonalny danej sceny. Np. w latach 30-40 w kręgu anglosaskim kiedy ktoś umierał powiedzmy "klasycznie" (ze starości albo w skutek choroby) często w ujęciu pokazywano zegar... Zauważyliście, że w "Lśnieniu" Kubrika niemal w każdym ujęciu w hotelu jest w kadrze jakiś intensywnie czerwony rekwizyt? Takich rzeczy jest mnóstwo. 

Widzieć więcej...
Włączmy pauzę i zwracajmy uwagę na szczegóły. Zadawajmy sobie pytania: czemu tak a nie inaczej?
To co nas interesuje to przede wszystkim:
  1. Kadrowanie - wielkość planu, kompozycja...
  2. Kąt widzenia kamery - obiektyw szeroki czy "tele"
  3. Perspektywa - żabia, ptasia czy zbieżna
  4. Kolory - z jakiej palety korzysta operator, czy jakieś kolory pojawiają się częściej niż inne, w jakich sytuacjach...
  5. Światło - ostre czy rozproszone, przednie czy boczne...
  6. Dźwięk i muzyka - tło dźwiękowe, muzyka
  7. Dialogi - czy wnoszą coś do filmu? jak mówią różne postacie zależnie od wieku, wykształcenia, pozycji społecznej...
  8. Montaż - w jakich miejscach następują cięcia, jak często, czy są stosowane jakieś techniki kompresowania lub rozciągania czasu
  9. Fabuła - kto? kiedy? gdzie? co zrobił? dlaczego? jakie były skutki?
Nasze zadanie to analizować i rozkładać ujęcia i sceny na czynniki pierwsze i wypatrywać co się zmieniło pomiędzy ujęciami.
Np. jeśli oglądamy scenę kłótni obserwujmy jak kadrowanie i kolory budują relacje między postaciami. Jeśli to horror przeanalizujmy ujęcie po ujęciu sekwencję nas przestraszyła.

Zwracajmy uwagę na strukturę. Bawmy się w zgadywanie, który moment filmu to wstęp (ekspozycja) a kiedy nastąpi zawiązanie akcji. (np. "Gwiezdne Wojny" są wzorcowym przykładem struktury baśni, budowanie napięcia to np. "Szczęki") Podglądajmy jak mistrzowie budują postacie. Bierzmy na warsztat pojedyncze dialogi. Szkicujmy sobie ujęcia w formie storyboardu..

Dodatki...
Jeśli mamy taką możliwość obejrzyjmy film ponownie i posłuchajmy co twórcy mają do powiedzenia w komentarzu. To nieoceniona kopalnia wiedzy. Sam Mendes dużo mówi o konkretnych ujęciach i ich składowych, Paul Verhoeven skupia się na reżyserii... itd. Moją subiektywną listę bonusów znajdziecie TUTAJ

Do znudzenia...
W filmach zawsze można zauważyć coś nowego. Im więcej się uczymy, nabieramy erudycji i wiedzy tym więcej nowych rzeczy zauważamy. Dlatego pewne filmy powinniśmy sobie oglądać wielokrotnie. Ja lubię wracać co parę miesięcy do różnych filmów a niektóre oglądam sobie "rytualnie" raz w miesiącu.

Straszliwa cena...
Znacie powiedzenie, że "ignorancja bywa błogosławieństwem"? Wchodząc w świat świadomego oglądania i znajomości języka filmowego bezpowrotnie tracimy to co jest udziałem milionów "zwykłych" widzów. Ja osobiście nie żałuję i nawet mam fun z tego, że oglądając filmy w czasie rzeczywistym kombinuję w którym miejscu było ustawione jakie światło, gdzie jest domalówka albo, że paprotka gdzieś w tle ma wręcz metafizyczne znaczenie...

Na błędach się uczymy...
Wyłapywanie błędów to niezła zabawa. Można korzystać z bogatych źródeł internetowych ale dużo fajniej wpaść na coś samemu. Pewne błędy montażowe czy inscenizacyjne same się nam napatoczą. Przede wszystkim nie wieszajmy psów na filmowcach - nie da się zrobić filmu bez jednego błędu. Papierosy zawsze będą miały różną długość w różnych ujęciach tej samej sceny, kieliszki będą skakać po stole a jakiś cień mikrofonu gdzieś tam się zamajaczy. Nauczmy się odróżniać drobne niedopatrzenia czy ograniczenia finansowe od niechlujstwa. Szukajmy przede wszystkim dziur w fabule, w budowaniu postaci. A to czy plecak armii fińskiej z lat 20-tych znalazł się na Titaniku to naprawdę bez znaczenia.

Warto poznać:

  1. "Obywatel Kane" reż. Orson Welles
  2. "Gwiezdne Wojny" reż. Georg Lucas
  3. "Szczęki" reż. Steven Spielberg
  4. "Terminator" reż. James Cameron
  5. "Rashomon" reż. Akira Kurosawa
  6. "Chinatown" reż. Roman Polański
  7. "Taksówkarz" reż. Martin Scorsese
  8. "Ojciec Chrzestny" reż. Francis Ford Coppola
  9. "Casablanca" reż. Michael Curtiz
  10. "Rio Bravo" reż. Howard Hawkes
To kilka moich ulubionych klasyków kina, głównie amerykańskiego. Polecam je przede wszystkim ze względu na czytelność - są przedstawicielami swoich gatunków w czystej formie i stanowią dobry materiał do analizy struktury fabularnej, do obserwacji aktorstwa czy wyłapywania rozwiązań reżyserskich.

poniedziałek, 12 września 2011

Reżyseria w trzech ujęciach - recenzje


Kolejna recenzja z "opóźnionym" zapłonem. Tym razem potrójna.

Czy wyobrażamy sobie film bez reżysera? Raczej nie. Mało kto jednak jest świadom jak złożona jest praca człowieka, na którym spoczywa odpowiedzialność za cały film.  Utarł się stereotyp reżysera jako kaprala pokrzykującego na planie „jeszcze raz i więcej emocji!!!” i choćby dlatego warto dowiedzieć się czym naprawdę zajmuje się reżyser. Prowadzi on film od powstania scenariusza przez dobór ekipy, budowę dekoracji, zdjęcia, montaż. Właściwie musi kierować wszystkim i na wszystkim się znać. Może nie tyle żeby wiedzieć jak działa mechanizm kamery albo jak zbija się dekoracje ale żeby wiedzieć czego chce od ludzi, którzy znają się na takich szczegółach.
  
Na polskim rynku są dostępne obecnie dwa tytuły poświęcone reżyserii filmowej: Steven D. Katz „Reżyseria filmowa ujęcie po ujęciu" (Laterna Magica i Warszawska Szkoła Filmowa) i Tom Kingdon „Sztuka reżyserii filmowej” (Wydawnictwo Wojciech Marzec). Uzupełnia je "Reżyserowanie Aktorów" Judith Weston.

***

Steven D. Katz w książce „Reżyseria filmowa ujęcie po ujęciu" skupił się na wizualnej stronie filmu zbierając w jednym miejscu wszystko to co zwykło nazywać się językiem filmu czyli pewien system kodów wizualnych, dzięki którym widz może odczytać w czasie seansu intencje reżysera.

Znajdziemy tu wszystko co powinien wiedzieć filmowiec: kąty widzenia kamery, wielkości i rodzaje planów i tym podobne składniki filmowej opowieści. Lektura uświadamia jak bardzo złożony jest obraz filmowy. To w jakim planie i pod jakim kątem sfilmujemy dane ujęcie i to z jakim ujęciem je potem skleimy decyduje o sile przekazu.

Autor wyszedł ze słusznego skądinąd założenia, że uczyć należy się od mistrzów stąd poza schematami i rysunkami przygotowanymi specjalnie na użytek tej publikacji sprezentował czytelnikom analizy storyboardów do tak znanych filmów jak „Imperium słońca” Stevena Spielberga, „Absolwenta” Mike Nicholsa czy nigdy nie nakręconych scen z „Łowcy androidów” Ridleya Scotta.

Można by zaryzykować stwierdzenie, że jest to bardzo szczegółowy podręcznik tworzenia storyboardu. Począwszy od podstawowych sposobów szkicowania i przelewania scenariusza w ramki scenopisu po szczegółowe kwestie reżyserskie związane z prowadzeniem opowieści.

Reżyseria filmowa ujęcie po ujęciu
Autor: Steven D. Katz
Wydawnictwo: Laterna Magica
Tłumaczenie: Feliks Pastusiak (cz.I-III), Marcin Szczerbic (cz.IV)
Nadzór merytoryczny: Piotr Łazarkiewicz, Andrzej Ramlau
Liczba stron: 406
Format: B5 (165x235)
ISBN: 83-924929-0-0
Rok wydania: 2007
Cena detaliczna: 53 PLN

 ***

„Sztuka reżyserii filmowej” Toma Kingdona jest z kolei przewodnikiem po zawodzie reżysera. Autor barwnym językiem opisuje poszczególne etapy tworzenia filmu od scenariusza po montaż. Nie szczędzi przy tym wskazówek i anegdot z własnej kariery. Zaczyna oczywiście od scenariusza i procesu powstawania wizji filmu jako dzieła dramaturgicznego i estetycznego. Opisuje jak dobierać aktorów, szukać obiektów zdjęciowych. Pamięta o tak przyziemnych rzeczach jak budżet i jego kontrola. Rodzaje planów, kierunki, ruchy kamery i inne techniczne aspekty związane z produkcją są bogato i przejrzyście wizualizowane.

Szczególnie dużo miejsca Tom Kingdon poświęca pracy z przedstawicielami poszczególnych pionów: operatorem, dźwiękowcem, scenografem, kompozytorem, montażystą itp. no i oczywiście z aktorami. Omawia sposoby inscenizacji i reżyserowania scen, współpracy z aktorem nad tworzeniem a nawet poświęca cały rozdział różnym szkołom aktorskim.

Całość dopełniają wywiady z reżyserami opowiadającymi o swoich początkach w przemyśle filmowym oraz bogaty słowniczek pomagający rozeznać się w wielu terminach, które przyjdzie czytelnikowi poznać.

Z każdego akapitu emanuje erudycja poparta doświadczeniem praktyka co czyni tę książkę niezastąpionym kompendium i przewodnikiem a także wyśmienitą lekturą.

Sztuka reżyserii filmowej
Autor: Tom Kingdon
Wydawnictwo: Wydawnictwo Wojciech Marzec
Tłumaczenie: Katarzyna Karpińska
Konsultacje: Jakub Cuman
Ilość stron: 512
Format: B5 (165x235)
ISBN 83-922604-5-7
ISBN 978-83-922604-5-5
Rok wydania: 2007
Cena detaliczna: 59 PLN

***
Na deser książka o długim tytule "Reżyserowanie aktorów. Tworzenie zapadających w pamięć ról w filmie i telewizji" Judith Weston. Przyznam się, że reżyserowanie aktorów i w ogóle praca z aktorami to coś co nie przychodzi mi łatwo. Mam wrażenie, że większość aktorów ma w sobie coś z kosmity. Może po prostu miałem pecha do konkretnych osób. Szczególnie kiepsko wspominam tzw. młodych ambitnych studentów aktorstwa co jeszcze nie zagrali prawdziwej roli a już są zmanierowani. Sięgnąłem po tę książkę w nadziei na znalezienie paru odpowiedzi a przede wszystkim jak nawiązać kontakt z aktorem. I nie zawiodłem się. Ta książka poświęcona jest w głównej mierze sztuce komunikacji na linii reżyser - aktor. Choć nie podaje precyzyjnego przepisu na sukces (wtedy z czystym sumieniem można byłoby uznać, że mamy do czynienia z hochsztaplerstwem) a znajdziemy w niej ogrom wskazówek, sprawdzonych rozwiązań przydatnych w przeróżnych sytuacjach. Jak pracować z naturszczykami, jak z dziećmi, jak analizować postać i budować rolę, jak odczytywać scenariusz, jak wygrywać mocne punkty i jak radzić sobie ze słabymi.
Całość okraszona anegdotami i cytatami z życia największych aktorów i reżyserów.

Reżyserowanie aktorów. Tworzenie zapadających w pamięć ról w filmie i telewizji.
Autor: Judith Weston
Tłumaczenie: Tomasz Szafrański
Projekt okładki: Renata Mianowska
Rok wydania: 2009
Ilość stron: 340
Format: B5 (165x235)
ISBN: 978-83-927215-3-6 

Wydanie pierwsze 
Cena detaliczna: 49 PLN 


Która lepsza?
Istnieje w ekonomii pojęcie „dobra komplementarne” i w moim odczuciu te książki taką właśnie rolę spełniają (przynajmniej w obecnej sytuacji na rynku). Jako reżyser stawiający pierwsze kroki zainwestowałbym we wszystkie i nie jest to z mojej strony unik przed opowiedzeniem się po którejś ze stron bo każda z nich podchodzi do tematu reżyserii z innej, równie ważnej strony. Te trzy publikacje nieźle się uzupełniają i łączą w sobie profesjonalizm merytoryczny z przystępnością formy.

  

wtorek, 23 sierpnia 2011

Uczymy się od najlepszych cz.1 - Edukacyjne DVD

Wszyscy do znudzenia powtarzają, że Quentin Tarantino nie skończył szkoły filmowej a języka filmu uczył się oglądając masowo filmy. Prawda to ale ilu znacie takich Quentinów? Jest jeden i już. Co nie znaczy, że oglądając filmy nie można się czegoś nauczyć. Trudno sobie wyobrazić naukę filmowego rzemiosła bez oglądania filmów. Tarantino pracował w wypożyczalni kaset i to było jego źródło wiedzy. W przeciwieństwie do szkół filmowych gdzie analizuje się uznane arcydzieła on napawał się filmami najróżniejszego, często pośledniego sortu. Jak pokazała historia nawet z tego można się czegoś nauczyć.

O tym jak "świadomie" oglądać filmy i wyciągać z nich naukę napiszę następnym razem. Dziś tytułem zachęty mała lista "lektur". Mamy prawdziwe szczęście żyjąc w epoce DVD / Blue-Ray bowiem poza samym filmem dostajemy też przeróżne dodatki: reportaże z planu, wypowiedzi współtwórców, komentarze reżysera (i nie tylko). Niespotykana wcześniej możliwość aby czerpać wiedzę wprost od autorów lub w przypadku starszych filmów, których ekipa opuściła już ten świat: filmoznawców, krytyków...

Są na rynku prawdziwe perełki, majstersztyki edytorskie, które warto mieć nie tylko ze względu na sam film.
Poniższa lista jest rozwinięciem mojego wpisu na forum http://www.kameraakcja.pl. Z czasem będę uzupełniał tę listę. Dobór jest ściśle subiektywny

 ***

"Alien Quadrilogy" reż. Ridley Scott, James Cameron, David Fincher, Jean-Pierre Jeunet (wydanie 9xDVD)

Lektura obowiązkowa. Wydawnictwo wzorcowe i absolutne. Bogactwo dodatków poraża.
Już same komentarze audio w wykonaniu reżyserów, autorów efektów, aktorów to prawdziwa uczta. Do tego dochodzi 5 płyt z filmami dokumentalnymi drobiazgowo omawiającymi każdy etap powstawania filmów.
Scenariusz, reżyseria, efekty specjalne, montaż, muzyka... wszystko omówione. Na podziw zasługuje szczerość ekipy. Żadnego lukrowania rodem z tanich programów "zajrzyjmy za kulisy nowego hitu....". Samo mięso.


"American Beauty" reż. Sam Mendes
 Drugi i ostatni wspólny film Sama Mendesa i autora zdjęć Conrada L. Halla. Film i komentarz to lektura obowiązkowa dla operatorów zwłaszcza. Reżyser wielokrotnie tłumaczy znaczenie elementów dekoracji, uzasadnia wybór takiej a nie innej inscenizacji, palety barw, odniesienia do innych dzieł a przede wszystkim psychologia postaci. 


"Blade Runner" reż. Ridley Scott (wydanie 5xDVD)
Mówiłem, że "Alien Quadrilogy" to wydawnictwo absolutne? Poprawka: nad nim stoi jeszcze pięciopłytowe wydanie "Łowcy Androidów. Dalej nie ma już nic. Po pierwsze znajdziemy tu aż 5 wersji filmu. Oryginalną edycję kinową amerykańską, międzynarodową, pierwszą wersję reżyserską, wersję roboczą oraz "ostateczną"- odrestaurowaną, z poprawionymi cyfrowo błędami itp. Całą płytę zajmuje "Dangerous days" - pełnometrażowy dokument o procesie powstawania filmu... od pomysłu na scenariusz do efektownej klęski kasowej. Do tego przebogaty zestaw komentarzy do wyboru: reżysera, działu artystycznego oraz scenarzystów zaś wersja "workprint" dodatkowo opatrzona komentarzem filmoznawcy Paula F. Salmona. Całość uzupełniają krótsze materiały na temat Phillipa K. Dicka, autora genialnych zdjęć Jordana Cronnenwetha i sporo innych. To trzeba mieć, znać, podziwiać. 
Obowiązkowe dla: scenarzystów, reżyserów, speców od efektów, operatorów...


"Bracie Gdzie Jesteś" reż. Joel Coen
Dokument o cyfrowej korekcji barwnej (to pierwszy film w całości poddany korekcji), porównanie storyboardu z nakręconymi scenami i tradycyjne "za kulisami"  


"Bullitt" reż.Peter Yates (wydanie 2xDVD)
Pierwszy nowoczesny film policyjny i najsłynniejszy pościg samochodowy w dziejach kina rozpracowane w komentarzu reżysera. Do tego filmy dokumentalne: "Bullit: Rzeczywistość Steve'a McQueena",  "Steve McQueen: Prawdziwy twardziel" oraz lektura obowiązkowa dla montażystów, dokument:  "The Cutting Edge: The Magic Of Movie Editing" znany pod polskim tytułem "Magiczne cięcie montażysty".

"Conan Barbarzyńca" reż. John Milius
Komentarz Miliusa i Arnolda w obecnie dostępnej wersji 1xDVD z lektorem to niezła kopalnia informacji dla scenarzystów: rozwój postaci, symbolika, odniesienia... Prawdziwa uczta zaczyna się na drugiej płycie (ja musiałem ściągać 2xDVD z UK) Film dokumentalny wprowadzający w historię i świat Conana oraz jego twórcy. R.E. Howarda i oczywiście making-of. Długi i bogaty w ciekawostki.


"Droga do zatracenia"  reż. Sam Mendes
Świetny making-of i komentarz audio dużo miejsca poświęcający plastyce i zdjęciom Conrada L. Hall. Generalnie: patrz info o "American Beauty" - te same plusy a może nawet jeszcze więcej.


"El Mariachi" i "Desperado" reż. Robert Rodriguez (wydanie podwójne)
Obowiązkowa lektura dla wszystkich niezależnych filmowców. Dużo o montażu, zdjęciach i sztuczkach z gatunku "jak zrobić, żeby film wyglądał na droższy niż był w rzeczywistości". 
Komentarze audio, 10 minutowa szkoła filmowania i filmik "Anatomia strzelaniny" pokazujący jak powstawał "video-storyboard" kręcony ręczną kamerą video. Pomocne przy układaniu choreografii strzelaniny. Inspirujące.


"Francuski Łącznik" reż. Wiliam Friedkin (wydanie 1xDVD)
komentarze audio reżysera oraz aktorów. Niestety nie miałem dwupłytowego wydania ale jednopłytowe jest ciekawe. Dużo reżyserskich informacji.


"King Kong" reż. Peter Jackson (wydanie 2DVD)
sporo postprodukcyjnych smaczków zwłaszcza dla miłośników scenografii i modelarstwa.


"Martwe Zło 2" reż. Sam Raimi
Niski budżet, efekty specjalne, sama radość. Dodatki skromne (jeden film dokumentalny) ale inspirujące.


"Metropolis" reż. Fritz Lang 
znalezione w koszu z DVD za jedyne 19,99zł ! Całkiem ciekawy i długi dokument (trochę o efektach specjalnych) i komentarz specjalisty.


"Ojciec chrzestny" reż. Francis Ford Coppola (wydanie 5xDVD)
Najsłynniejsza gangsterska saga rodzinna doczekała się stosownego swej randze wydania DVD. Na 2 płytach znajdziemy dokumenty o realizacji, analizy krytyczne opisujące wpływ trylogii na popkulturę a na 3 płytach z filmami oczywiście komentarze reżysera.


"Pogromcy Duchów" reż. Ivan Reitman
komentarz reżysera i aktorów, dokument o realizacji, porównania storyboardu... sporo ciekawostek dla miłośników efektów 


"Pojedynek na Szosie" reż. Steven Spielberg
Spielberg opowiada o realizacji - sporo istotnych informacji dla operatorów a i dla montażystów coś się znajdzie (dźwięk!)


"Polowanie na "Czerwony Październik" reż. John McTiernan
Czołowy hollywoodzki remiecha  komentuje nie szczędząc ciekawostek nt. reżyserii i rozwiązań dramaturgicznych. Do tego krótki dokument o realizacji filmu uświadamiający nam w jakim kontekście historycznym powstał. Plus coś o efektach specjalnych: sceny podwodne bez wody, jedne z pierwszych ingerencji cyfrowych w obraz


"Predator"  reż. John McTiernan
komentarz audio reżysera sporo mówi o kulisach produkcji ale najlepszy cymes to komentarz tekstowy z wypowiedziami autorów zdjęć, efektów, scenarzysty i montażysty omawiających rózne estetyczne aspekty. Do tego oczywiście druga płyta wypchana wywiadami, zdjęciami i innymi smakowitymi informacjami.


"RoboCop" reż. Paul Verhoeven
Kolejne wydanie obowiązkowe dla reżyserów. Sporo informacji o budowaniu postaci i świata czyli jak z materiału na film B-klasy zrobić kino akcji o zacięciu społecznym. Filmy dokumentalne a przede wszystkim charyzmatyczny komentarz reżysera.


"Ronin" reż. John Frankenheimer
Komentarz reżysera naprawdę wciągający i zdradzający przeróżne sztuczki realizacyjne, znaczenia oraz dokument "Filming in the fast lane" o realizacji sekwencji pościgów. Sama przyjemność słuchać rzemieślnika tej klasy. Dla reżyserów zwłaszcza pożyteczny.


"Sin City"  reż. Robert Rodriguez (wydanie 3xDVD)
Jak to u Rodrigueza, tym razem z naciskiem na efekty specjalne i plastykę.
Dla głodnych przepis na tacos a także tragiczne wywiady z aktorami robione przez polską ekipę i najbrzydsze menu jakie widziałem.


"Star Wars Trilogy" (4xDVD)
Film dokumentalny pozostawiający lekkie poczucie niedosytu, który zaspokajają komentarze Lucasa, Carrie Fisher reprezentującej aktorów, Bena Burta - mistrza efektów dźwiękowych, Denisa Murena nadzorującego efekty specjalne. Jednak najlepiej wypada nieżyjący już Irwin Kershner komentujący "Imperium...", prawdziwy erudyta. Jego komentarz to wspaniała lekcja reżyserii.


"Taksówkarz" reż. Martin Scorsese
niezły making of: dużo o postaciach i stronie technicznej (szkoda, że nie ma napisów angielskich bo Scorsese strasznie szybko mówi). Do tego kompletny scenariusz do którego można w każdej chwili przełączyć się podczas oglądania filmu i porównać efekt końcowy z tym co powstało na papierze.
Na rynku jest też edycja specjalna z komentarzem audio ale jeszcze jej nie nabyłem.


"Terminator" reż. James Cameron (2xDVD)
Kopalnia wiedzy dla filmowców z ograniczonym budżetem. Co prawda definicja niskiego budżetu jest inna w Polsce a inna w USA a jeszcze inna w świecie niezależnych czy amatorów niemniej warto oglądać i słuchać uważnie. Ten film to arcydzieło partyzanckiego stylu produkcyjnego. Do tego materiały o muzyce i efektach specjalnych.


"Terminator 2" reż. James Cameron (2xDVD)
"T2" to już nieco inna bajka niż "T1" ale nadal świetny film i do tego bogate dodatki pokazujące od kuchni przełomowy moment w dziejach efektów specjalnych.


"Van Helsing" reż. Stephen Sommers
Film może niezbyt mądry (typowe kino rozrywkowe) ale wydanie napradę bogate w dodatki, komentarze. Głównie dla fanów efektów specjalnych i scenografii.


wtorek, 1 lutego 2011

Jak nakręcić teledysk - Preprodukcja


Od autora: poniższy tekst był opublikowany w Digital Foto Video nr 4/2010

Dla filmowca amatora tworzenie muzycznego video jest całkiem dobrym ćwiczeniem. Z jednej strony mamy do czynienia utworem audiowizualnym tworzonym w ten sam sposób, co każdy inny film, i podlegającym podobnym zasadom języka filmowego. Z drugiej zaś natura teledysku pozwala na daleko posunięte eksperymenty, naginanie, łamanie czy wręcz ignorowanie wspomnianych zasad.

Dzięki szerokopasmowemu dostępowi do Internetu oraz serwisom hostującym video takim jak słynny You Tube nawet najbardziej niszowy zespół ma szansę dotrzeć ze swoją twórczością w dowolne miejsce na ziemi. Ma to niebagatelne znaczenie, jeśli się weźmie pod uwagę znikomą ilość teledysków w telewizji publicznej, a i niektóre kanały teoretycznie muzyczne coraz mniej muzyki nadają (wypierają ją coraz dziwaczniejsze reality show).

Tzw. wielkie gwiazdy dysponujące dużym budżetem mogą sobie pozwolić na różne ekstrawagancje scenograficzne, sprzęt wysokiej klasy i armię fachowców. Twórca niezależny może i nie ma dostępu do tego wszystkiego ale przede wszystkim ma pełną wolność tworzenia nieskrępowany danymi focusowymi dostarczonymi przez dział marketingu słynnej wytwórni płytowej.

Oczywiście tworząc teledysk dla muzyka czy grupy muzyków trzeba liczyć się z ich punktem widzenia. Tu mogą pojawić się pewne zgrzyty o ile nie dogada się pewnych spraw zawczasu. Jeśli jesteśmy "najemnikiem" i płacą nam za to wtedy możemy z czystym sumieniem spełniać w miarę możliwości ich najdziwniejsze zachcianki. Robiąc teledysk za darmo czy zwrot kosztów mamy podstawy by forsować pewne swoje koncepcje. Zasada jest dość prosta: jeśli robię coś za "free" to chciałbym potem z czystym sumieniem włączyć to do swojego portfolio. Na szczęście dość szybko można się zorientować podczas rozmów przedprodukcyjnych czy porozumienie jest możliwe. Najlepiej pracuje się z ludźmi otwartymi na sugestie i pomysły i liczącymi się z faktem, że np. oni znają się na muzyce ale niekoniecznie muszą mieć pojęcie o tworzeniu obrazu.

Tworząc teledysk dla muzyków niezależnych mamy szansę na stworzenie dzieła o charakterze artystycznym o jakości emocjonalnej nieosiągalnej dla twórców ze świata "glamour". Ograniczenia budżetowe i sprzętowe dają pole do popisania się kreatywnością w przekuwaniu słabych punktów w istotne zalety. Czasem po prostu nie warto martwić się, że nie mamy kamery 35mm czy RED. Jeśli przyjmiemy odpowiednią konwencję wtedy wystarczy nawet kamera wbudowana w telefon komórkowy.

Z tworzeniem teledysków wiąże się przede wszystkim pewien aspekt prawny czyli prawa autorskie. Najprostsza i najklarowniejsza sytuacja jest kiedy tworzymy teledysk we współpracy z twórcą muzyki czy zespołem i bazujemy na materiale video samodzielniej nakręconym. W przypadku gdy np. sięgamy po przebój znanego muzyka i do tego np. ilustrujemy go kolażem ujęć pożyczonych z filmów kinowych wtedy skazujemy się automatycznie na to iż zasadniczo wyląduje on w szufladzie choć szansa, że przetrwa w Internecie jakiś czas jest spora.

PREPRODUKCJA

Wybór utworu i znalezienie zespołu
fot. sxc.hu
O ile nie chcemy robić "do szuflady" to przyda nam się oryginalna muzyka a najlepiej to jeszcze i sami muzycy. Twórca "na dorobku" raczej nie może liczyć na gwiazdy z pierwszych stron gazet natomiast świat muzyki nieco bardziej alternatywnej jest w naszym kraju dość bogaty. Spora jest rzesza muzyków działających poza głównym nurtem tworząca muzykę rockową, bluesa, folk, reagge, punk, poezję śpiewaną, piosenkę religijną, country, hip hop, muzyka elektroniczna.... wymienić wszystkich nie sposób. Wśród nich dużo jest wszelkiej maści tzw. kapel garażowych czyli w pewnym sensie ludzi na podobnym etapie kariery co większość filmowców-amatorów i to oni są najczęstszymi i najbardziej prawdopodobnymi "klientami". Niestety nie zawsze są oni na dobrym poziomie warsztatowym, jakość nagrań dokonanych metodami partyzanckimi też nie zawsze powala na kolana no ale od czegoś trzeba zacząć.

Szukać możemy np. na tablicach ogłoszeń w sklepach z instrumentami oraz oczywiście w internecie na forach tematycznych, stronach niezależnych wytwórni płytowych. Nawet będąc filmowcem amatorem to mając pewien dorobek możemy liczyć, że ktoś kiedyś sam się do nas odezwie. Zwłaszcza mniejszych społecznościach poczta pantoflowa działa nadzwyczaj sprawnie.

Jeśli wierzymy w swoje siły, mamy trochę doświadczenia w pracy z materią filmową możemy zaatakować twórców bardziej uznanych w swoich kręgach, posiadających pewien dorobek i spróbować namówić ich na współpracę. Wymiana jest dość korzystna: muzyk dostaje teledysk (zakładamy, że co najmniej przyzwoity) a filmowiec zdobywa doświadczenie i pozycję w portfolio z nazwiskiem bardziej znanym niż "Chłopaki z naszego LO grający w garażu dziadka Leona".

Nie należy przeceniać roli jakości utworu. Im lepsza muzyka zarówno pod względem wartości artystycznej jak i techniczna jakość nagrania tym lepiej dla całościowego odbioru naszego teledysku. Dobry teledysk może ponieść średnią piosenkę ale zła muzyka zatopi nawet najlepszy. W drugą stronę też to działa: zły teledysk zawsze będzie złym teledyskiem niezależnie od tego jak cudowną muzyką dysponujemy.

Scenariusz
Przygotowania do kręcenia teledysku zasadniczo nie różnią się od tych, które poczynić trzeba przed kręceniem każdej innej formy filmowej. Kwestia scenariusza jest dość otwarta. Po pierwsze należy opracować ogólną wizję teledysku. Określić jego przynależność gatunkową i zastosowaną konwencję.

Teledyski można klasyfikować wg wielu kluczy estetycznych, technologicznych czy dramaturgicznych, ale gdyby musieć wyróżnić te najbardziej podstawowe, to prawdopodobnie byłyby to:
  • rejestracja występu wykonawcy - występ może być tzw. live lub zainscenizowany na użytek teledysku
  • fabuła - krótkometrażowy film opowiadający pewną historię
  • impresja - zbiór ilustrujących muzykę ujęć o charakterze bardziej emocjonalnym i estetycznym niż dramaturgicznym
  • animacja
Animacja wydaje się terminem technicznym jednak ze względu na ogrom możliwości jakie wiążą się z tworzeniem obrazu innym niż rejestracja "na żywo" postanowiłem uczynić z niej oddzielną kategorię.

W praktyce rzadko taki podział występuje w czystej postaci. W większości przypadków jest to mieszanka o różnym stopniu "stężenia" wybranych rodzajów. Możemy zarejestrować występ zespołu i przeplatać w montażu sekwencjami dramaturgicznymi lub impresjami operatorskimi. Możemy umieścić zespół wewnątrz ujęć fabularnych itp.

W przypadku wątku fabularnego niezbędny będzie scenopis z dokładnie opisanymi ujęciami. Ułatwieniem jest fakt, ze tworząc taki scenariusz wiemy dokładnie ile trwa utwór, jakie ma tempo, rytm, nastrój. Dzięki temu możemy przygotować scenopis w formie pionowej osi czasowej (dla ułatwienia np. rozpisując słowa piosenki) i oznaczając sobie na niej poszczególne ujęcia tworzy się swego rodzaju "partytura".

Jeśli tworzymy teledysk impresyjny lub będący w całości (lub większości) grającym wykonawcą wtedy mogą wystarczyć ogólne notatki opisujące potrzebne ujęcia zaś ich układ, długość itp zostaną określone podczas montażu.

Pisząc scenariusz do piosenki unikajmy jak ognia dokładnego powtarzania w obrazie tego co zawierają słowa. Teledysk powinien przekazywać pewien klimat niż dosłownie przenosić treść. Nie znaczy to, że tak się nie da zrobić czego przykładem jest "Into the great wide open" zespołu Tom Petty & The Heartbreakers w którym opowieść o wzlocie i upadku fikcyjnego muzyka rockowego (granego przez Johnnego Deppa) została potraktowana niemal literalnie ale sprzyjał temu balladowy klimat oraz krótkie wprowadzenie w którym wokalista zaanonsował niejako, że jest narratorem. Ten teledysk jest też przykładem jak w ok 3 minutowym utworze można zawrzeć całą fabułę która starczyłaby na pełnometrażowy filmy gdyby wypełnić ją dialogami, niuansami etc. Mamy tu wszystko wstęp, rozwinięcie i zakończenie, związki przyczynowo skutkowe oraz klasyczny język filmowy.

Inne przykłady to Down under zespołu Men At Work albo Makumba” Big Cyca. W tych dwóch przypadkach literalne traktowanie tekstu sprawdza się ze względu na pastiszowy lub wręcz komediowo-absurdalny klimat. Przetwarzając tak arcypoważną piosenkę możemy osiągnąć raczej kiczowaty efekt.

Czasem można zaryzykować i stworzyć jakiś kontrapunkt wizualny w stosunku do treści. Takie zestawienie przeciwstawnych wartości może dać dużo ciekawszy efekt. Przykład? Jeśli człowieka w smokingu pokażemy w eleganckiej sali z kryształowymi żyrandolami i równie eleganckim towarzystwem nie wzbudzi to większych emocji. Jeśli zaś umieścimy go w podłej części miasta pośród kloszardów - mamy efekt kontrastu. Tak zrobiono w teledysku "Puttin' on the Ritz" niejakiego Taco - gwiazdy jednego przeboju z lat 80.

Mierzmy siły na zamiary jak mówi staropolskie przysłowie. Jeśli nie mamy środków ani doświadczenia by konkurować z Hollywood to możemy zdobyć punkty dzięki oryginalnym pomysłom.

Sceneria
Dobór scenerii i konwencji musi iść w zgodnie z "linią ideową" zespołu i nawet jeśli planujemy wykorzystać efekt kontrastu musimy robić to z pewnym wyczuciem aby muzycy nie wypadli sztucznie wsadzeni na siłę do nie swojego świata. Przede wszystkim popatrzmy co jest osiągalne za darmo lub symboliczną opłatą. Muzycy z dorobkiem mają zazwyczaj tzw. znajomości i wiedzą gdzie i z kim w okolicy trzeba zagadać aby uzyskać wejście do jakiegoś obiektu interesującego.

Istnieją charakterystyczne dla każdego gatunku muzyki "kultowe" miejsca. Wykonawcy hiphopowi mogą preferować pomazane grafitti mury czy parkingi samochodowe, muzycy punkowi postawią na piwnice czy budynki pofabryczne a zwolennicy poezji śpiewanej kameralny klub czy poddasze.

Poza walorami estetycznymi trzeba też pamiętać o prozaicznych kwestiach takich jak logistyka i możliwości budżetowe. Słowem: jeśli nie stać nas na park oświetleniowy – kręćmy w plenerze gdzie światła będziemy mieli pod dostatkiem i za darmo.

Klub muzyczny

Typowy zespół muzyczny można sfilmować klubie podczas zainscenizowanego występu. Zainscenizowanego dlatego iż (o czym jeszcze napiszę w dalszej części) aby mieć odpowiednią ilość materiału konieczne jest wielokrotne nagranie różnych wariantów tego samego utworu. Zaletą klubu muzycznego jest oświetlenie, które można wykorzystać.

Teoretycznie można też zarejestrować występy na żywo jeśli zespół daje serię koncertów. Podstawowa trudność takiej opcji jest ryzyko zerwania ciągłości jeśli np. któryś z muzyków ubierze się inaczej (co jeszcze da się opanować) albo zmieni się wystrój miejsca. Jeśli zaś każdy występ jest w innym miejscu to wtedy już całkiem trzeba poświęcić zachowanie ciągłości.
Największym jednak problemem z nagrywaniem występów na żywo przeznaczonych do teledysku są wszelkie utrudnienia logistyczny.

fot. sxc.hu
Tu już nie my rządzimy i musimy dostosować się do panujących reguł i jak najmniej przeszkadzać swoją obecnością zespołowi, obsłudze i widzom. Kolejny minus to konieczność kręcenia większą ilością kamer jeśli chcemy mieć zapewnioną odpowiednią ilość materiału. W najlepszym wypadku możemy liczyć na dwa wykonania utworu w czasie takiego koncertu (wykonanie "właściwe" oraz bis) chyba, że czas pozwoli na nagranie czegoś podczas próby. Trzeba też pamiętać o synchronizacji - wykonania na żywo odbiegają dość znacznie od wersji studyjnej.

Jeśli chcemy mieć publiczność to unikajmy tzw. przypadkowej zbieraniny bo możemy szybko tego pożałować. Lepiej wyselekcjonować mniejszą ale sprawdzoną grupę co do której będziemy mieć pewność, że nie trafi się w niej żaden trudny do usunięcia harcownik rozwalający nam zabawę i harmonogram.

Studio nagraniowe
fot. sxc.hu
Miejsce które ma swój urok: konsole, wskaźniki, szyba dźwiękoszczelna itp akcesoria dobrze wyglądające w obiektywie. Z reguły bywa w nim dość ciasno i jeśli konieczne będzie dodatkowe oświetlenie to może się okazać, że nagle zrobiło się jeszcze ciaśniej. Sugeruję oświetlenie fluorescencyjne - odpalenie kilku żarowych lamp nawet o mocy 1KW w krótkim czasie sprawi, że wszyscy obecni spłyną potem. Profesjonalne studio nagraniowe z reguły kosztuje chyba, że mamy dostęp "po znajomości".

Sala prób
garaż, zadaptowana piwnica pokryta grubą warstwą farby w spraju, przyozdobiona hasłami i wyznaniami wydrapanymi w tynku lub wymalowanymi markerem. Nieduże okienko pod sufitem i bateria puszek po napojach sprzedawanych osobom po osiemnastym roku życie. Jeśli tylko będzie dość światła to miejsce może mieć swój "undegroundowy" klimat. Gorzej jeśli na salę prób użycza gościnnie lokalna placówka np. szkolna świetlica. Prawdziwym buntownikom to nie przystoi ale jeśli mają poczucie humoru i pomysł na wykorzystanie takich warunków to czemu nie

Plener
Jest dobrym pomysłem wiosną lub latem ale kiedy robi się zimniej wtedy np. gitarzyści i inni muzycy grający palcami mogą wykazywać nieco mniej entuzjazmu. Plenery można podzielić na dwie zasadnicze grupy: przyległe do budynku i "odległe". W przypadku tych pierwszych wystarczy długi przedłużacz mamy zasilanie. Z plenerami mniej cywilizowanymi (dotyczy to również opuszczonych budynków) problem jest właśnie z ewentualnym zasilaniem. Narzuca to zazwyczaj konieczność filmowania w dzień i korzystania z akumulatorów. Nie od rzeczy jest mieć dostęp do generatora prądu.


Ciąg dalszy: Na planie >>>

wtorek, 25 stycznia 2011

Refleksje początkującego reżysera

Z racji tego, że jestem ukierunkowany raczej na tworzenie obrazu nigdy nie szkoliłem się specjalnie w sztuce reżyserii a w szczególności w reżyserowaniu aktorów. Zwłaszcza aktorów nieprofesjonalnych choć z profesjonalistami niekoniecznie bywa łatwiej.

Kręcąc mój pierwszy film dyplomowy pt. "Dziura" zaangażowałem zawodowego aktora. Nie był on moim pierwszym wyborem ale niestety wcześniej ustawiony aktor dostał intratną chałturę (nie mam pretensji: facet ma żonę, dzieci i pewnie jakiś kredyt). Wyszły na wierzch moje braki w rzemiośle reżyserskim jak i również drobne mankamenty w rzemiośle samego aktora. Nauczyłem się wówczas, że film naprawdę reżyseruje się podczas montażu. Tnąc niemiłosiernie materiał, robiąc nieplanowane wcześniej postsynchrony udało się film doprowadzić do zupełnie przyzwoitego poziomu. Operując sklejkami w których jedna klatka w tę czy tę stronę decydowała czy scena będzie zagrana dobrze czy fatalnie.

Atrybuty tworzą postać
W montażu wyleciały niemal wszystkie ujęcia gdzie aktor próbował "grać". Zapominał, że gra do kamery w bliskich planach i wpadał w teatralną manierę grania do ostatniego rzędu. Najlepiej wyszły ujęcia, w których... nie robił nic. Po prostu był. Więcej! W paru przypadkach były to jakieś próbne podejścia przypadkiem zarejestrowane, rozbiegówki między włączeniem kamery a komendą "Akcja!" lub też ostatnie sekundy przed wyłączeniem kamery. Słowem: efekt Kuleszowa działa. Scenografia ("wirtualna"), efekty dźwiękowe, do tego kontekst całości i oczywiście charakteryzacja... to wszystko w pewnym sensie budowało postać i im mniej aktor angażował środków wyrazu tym lepiej wypadała scena.

Przystępując do realizacji dyplomu magisterskiego mocno wziąłem sobie te nauki do serca. Aktor, którego obsadziłem w głównej roli był co prawda kompletnym amatorem natomiast kluczowe były jego warunki fizyczne. Całe "aktorstwo" miał na twarzy z natury. Zręcznie zresztą podkreśliła jego stan ducha charakteryzacja.

Reżyserię ograniczyłem do naświetlenia fabuły, wyjaśnienia zawiłości sztuki zielonego tła i maksymalnie uproszczonego kierowania: przejdź stąd dotąd, spójrz tam, trochę wolniej... itp. Przyznaję, że ułatwieniem była rezygnacja z dialogów.
Efekt był lepszy niż przypuszczałem. Promotor, którego rzadko kiedy zadowala aktorstwo w etiudach studenckich był wręcz zachwycony. A aktor nie robił nic. Po prostu był. Resztę podobnie jak w "Dziurze" budowaliśmy plastyką, którą tym razem popchnęliśmy mocno w stronę stylistyki "noir. Facet jest przekonujący na tyle, że dla "zwykłego" widza prędzej czy później przestaje być istotne, że cała sceneria jest malowana za pomocą Photoshopa i nieskomplikowanego modelowania 3D.

Na koniec garść wskazówek dotyczących reżyserowania amatorów:
  • nie zasypywać ich technicznym slangiem - wcale nie będą uważać nas za większych fachowców a tylko się mogą zestresować
  • dać czas na oswojenie się z kamerą, światłami
  • tak ustawić harmonogram, żeby aktor nie musiał siedzieć bezczynnie podczas kiedy reżyser zajęty jest rozstawianiem planu i nie może mu poświęcić swojej uwagi
  • warto ukradkiem nagrywać próby - czasem gdy aktor się nie spina i nie próbuje za bardzo "grać" trafiają mu się najlepsze ujęcia